piątek, 28 października 2011

Zaczęła się Top 10 na Eska Rock, właśnie sobie słucham.

Na 10 miejscu, Coma.



Miałem coś napisać, ale właśnie puścili piosenkę nr 9. Under The Bridge.
Ostatnio nie miałem ochoty słuchać nic poza grą Johnego Frusciante.



Większość jego solówek wgniata mnie w Ziemię. Flea. Wirtuoz basu. I ich zdolności improwizacji. Na koncercie to jest coś pięknego.

Teraz leci U2 - One.


The Edge. Dla mnie jedna z jego lepszych piosenek, chociaż za dużym fanem nie jestem. Ale jest parę wspomnień z nią związanych.

Siódma leci Adele. Hmm, w miarę nowe. Rolling in the deep.



Trochę mi się dłuży. O, zebrała się ekipa. Fajnie posłuchać. I zaskoczenie. Ale miłe. Dżem, List do M. Niech geniusz wypowie się za siebie.



Teraz kolejne zaskoczenie.



Kiedyś katowałem tę piosenkę, z resztą jak większość ich piosenek. Fakt, że więcej razy leciało In the End, albo Crawling i mimo że może słucham już rzadko, to ciekawa pozycja. Na pewno dyskusyjna. Ciekawie będzie na fb.

Czwarte, Kult - Polska.



Komentarz z YT, "Słucham tego z łzami w oczach.". Heh, pewnie jak większość ludzi co głosowali :)

Hehe cisną Pegaza :) Pierwsza nagroda. Dzwonią. Szkoda że nie ma zaskoczenia, koleś nie wiedział jaka jest teraz piosenka, ale jest to Nothing Else Matters. Zespół weselny zagrał mu Nothing Else Matters na weselu, fajnie, bo jego ulubiona piosenka. Heh, zapowiedzieć taką piosenkę na antenie... Nothing Else Matters...



Geniusz, dla mnie mogła by być pierwsza. Ciekawi mnie co jest na drugim i pierwszym. Czekam na solówkę... Ogólnie, to byłaby pierwsza piosenka którą nauczyłbym się grać na gitarze.

Dzwonią do Ani, jest w lekkim szoku chyba :) With or without You.



Hmm, U2 drugi raz. Ciekawe. Trochę zaczynam się martwić o miejsce pierwsze. Nie to że nie lubię, bo utworek zacny, ale są lepsze jednak. Pada propozycja przypomnienia Pięćsetki. Na szczęście wszyscy zrozumieli że to żart. Haha koleś właśnie robił koło z Fizy :D nie ma bata, muszą być piątki :) Zwłaszcza za piosenkę, Nothing Else Matters jednak nie wiem czy było by u mnie pierwsze.



Hmm, przesłuchałem prawie całą pięćsetkę. O ile przy nie których piosenkach ciężko napisać mi coś dobrze, zwłaszcza że czasami wyprzedzały nieporównywalnie lepsze piosenki, to i tak jestem miło zaskoczony, że znalazło się tyle dobrych piosenek. Zwłaszcza że głosowało dużo młodych, bo gusta się trochę zmieniają. Do tego fajnie mi się słuchało. Radar też się ciekawie zapowiada. Ciekawe jakie piosenki będą puszczać hehe, pewnie coś co chcieli by usłyszeć w Top 10 :)

Muszę przyznać że Radar trzyma poziom, najwyższy poziom :) znalazłoby się coś do wciśnięcia w TOP10, a 20 to już na pewno :) Ok, nastawiam radio i idę coś ugotować, cya ;)

czwartek, 9 czerwca 2011

Wiedziałem, że w końcu to się stanie. Ale nie ma co tego odwlekać, więc siadam i piszę. Jeszcze nie wiem do końca o czym, ale mam nadzieję, że przyjdzie samo. Ale będzie to mój pierwszy post po "debiucie". I czuję się... miło. Miło jest być chwalonym i miło jest w pozytywny sposób zaskakiwać ludzi. Taaak, ale teraz zacząłem się zastanawiać, dlaczego większość z was czuła się zaskoczona. Pierwszy wniosek taki najbardziej oczywisty to ten, że prawie nikomu nie mówiłem o tym, że piszę. Drugi, że zapewne nie wyglądam na osobę o bogatym wnętrzu, która obserwuje otaczający ją świat, zastanawia się nad tym co zobaczyła, analizuje spostrzeżenia i wyciąga wnioski (ale sobie posłodziłem, a co ;) ). Ale po głębszym namyśle wyszło mi na to, że raczej się z tym ukrywałem. Sam nie wiem dlaczego. Może ze strachu. Może uważałem, że piszę nieciekawie i nie warto się z tym dzielić. Ale w końcu się przełamałem. Puściłem maszynę w ruch i tak jesteśmy drodzy czytelnicy w miejscu, w którym kończę z pisaniem i się z wami pożegnam. Dobra, średni żart. Na razie nigdzie się nie wybieram. Ale już wiem o czym napiszę.

Dodam, że posta napisałem dość dawno, ale jakoś mi umknął w natłoku spraw innych. Teraz może napisałbym to trochę inaczej, ale nic nie zmienię, i mimo że może nie jest to do końca moja teraźniejsza opinia, zostawiam wszystko tak jak jest, enjoy!

Jakiś czas temu gdzieś w sieci natrafiłem na obrazek. Poraziła mnie jego głębia przekazana w tak prosty sposób. Ot, zwykły rysunek, człekopodobna istota, leży zmęczona na podłodze i mówi:
"Uff, w końcu w domu." Niby nic niezwykłego, gdyby nie fakt, że przed bohaterem tego obrazka leżała maska. Nie wiem skąd, ale od razu wiedziałem, że to maska którą nosi każdy z nas. Może nie zawsze, ale jednak. Szkoła, praca, dom, impreza, spotkania ze znajomymi, święta, spotkania rodzinne... Wszystko to sprawia, że czasami zakładamy nasze własne maski. Oczywiście im większa zażyłość i im lepiej się znamy tym maska jest cieńsza. Przynajmniej w teorii, bo istnieją historie, w których, ludzie żyli kilka, kilkanaście czy kilkadziesiąt lat pod jednym dachem z mordercą. Ale to skrajne przypadki. Psycholami niech zajmują się inni psychole... znaczy psychiatrzy. Ja przyznam się, też mam swoją maskę. Na pewno jest teraz bardziej przeźroczysta, bo dzielę się z wami swoimi przemyśleniami, o których normalnie nie rozmawiam. Tak sobie piszę i piszę, i nie mogę dojść do wniosku, czy noszenie maski jest złe? Na pewno czasami tajemnice, te skrywane w głębi duszy powinny wydostać się na światło dzienne. Ludzie często boją się mówić o pewnych rzeczach, a nie powinni. Ale z drugiej strony, czy inni ludzie mają prawo do wglądu w nasze serca? Chyba nie. Na pewno nie jeżeli jest to osoba, z którą sami nie chcemy się podzielić naszymi myślami. Więc czasami maska się przydaje. Albo Maska Uśmiechu (że tak ją nazwę). NIe przydaje się? Ja sam czasami taką maskę zakładam. Wstałem rano i od razu wiem, że jakoś tak bez humoru. Brzydka pogoda, czy milion innych w sumie nie istotnych rzeczy którymi często przejmujemy się bez konkretnego powodu i które sprawiają, że najchętniej nie wychodziłoby się z łóżka i zamulało cały dzień. Ale w taki dzień właśnie można założyć maskę uśmiechu i udawać że wszystko jest okay, dopóki nie przetrwa się dnia i nie wróci do domu. Choć faktem jest też to, że często może spotkać nas coś co sprawi, że prawdziwy uśmiech zastąpi nam maskę. Im dłużej się zastanawiam, tym więcej pojawia się pytań, a mniej odpowiedzi. Jednak to, czego jestem pewien, to to, że maska za długo noszona może okazać się w końcu trudna do zdjęcia...